Powiatowy Urząd Pracy w Wałbrzychu


U stóp dresiarza

Nie ma chętnych do pracy,lepiej brać zasiłek.
Nie ma chętnych do pracy w Toyocie

Dział kadr w fabryce Toyoty w Wałbrzychu jest zaniepokojony zmniejszającą się
liczbą podań o przyjęcie do pracy. Z rozmów z kandydatami wynika, że ludzie
obawiają się testów, wypełnianych przed zatrudnieniem. W tej chwili w
zakładzie pracuje ponad 900 osób. Do końca 2005 roku Toyota chce przyjąć co
najmniej 700 pracowników. Dyrektor kadr, Dariusz Banach, zapewnia, że testy
nie są trudne. Wymagania dotyczą przede wszystkim cech psychicznych
starających się o pracę. Muszą to być ludzie otwarci, chętni do pracy i
nauki, mówi Dariusz Banach. Tego, co będą robić w zakładzie nauczą się
podczas trzymiesięcznego kursu, który przechodzi każdy nowo przyjęty.
Oczywiście dyscyplina obowiązuje wszystkich, bez tego jednak fabryka nie
osiągnęłaby tego sukcesu, którym może obecnie się pochwalić. Podania o pracę
przyjmuje dział kadr w Toyocie oraz Powiatowy urząd pracy.

Basia Szeligowska
2004-06-03 14:17:21



Nie tylko do TOYOTY trudno znaleźć fachowców!
Powiatowy Urząd Pracy w Wałbrzychu, przez tydzień nie mógł znaleźć kandydatów
do pracy stażowej,na konkretne zamówienie; zarejestrowanych bezrobotnych do
lat 25 ze specjalistycznym średnim lub wyższym wykształceniem hotelarsko
turystycznym. Oferta jednego z dobrych hoteli, przyjęcia 14 osób "padła"! -
trzeba było szukać kandydatów poza powiatem wałbrzyskim !!!



"Inicjatywa II", "Junior", "IMPULS"
Ciekaw jestem czy słyszeliście o wynikach ww. programów realizowanych przez
Powiatowy Urząd Pracy w Wałbrzychu? Ile osób znalazło pracę dzięki tym
programom, ilu przedsiębiorców skorzystało z kredytów i dopłat?

Kiedyś prasa zapytała mnie po co my robimy rewitalizację w mieście, w którym
i tak już działają podmioty, które są odpowiedzialne za likwidowanie
restrukturyzacji przemysłu i pomoc bezrobotnym. Ja odpowiedziałem pytaniem -
na ile te podmioty działają skutecznie i jak można byłoby wesprzeć je w tym
działaniu?



Bezrobocie w Polsce.
Nie ma chętnych do pracy w Toyocie

Dział kadr w fabryce Toyoty w Wałbrzychu jest zaniepokojony zmniejszającą się
liczbą podań o przyjęcie do pracy. Z rozmów z kandydatami wynika, że ludzie
obawiają się testów, wypełnianych przed zatrudnieniem. W tej chwili w
zakładzie pracuje ponad 900 osób. Do końca 2005 roku Toyota chce przyjąć co
najmniej 700 pracowników. Dyrektor kadr, Dariusz Banach, zapewnia, że testy
nie są trudne. Wymagania dotyczą przede wszystkim cech psychicznych
starających się o pracę. Muszą to być ludzie otwarci, chętni do pracy i
nauki, mówi Dariusz Banach. Tego, co będą robić w zakładzie nauczą się
podczas trzymiesięcznego kursu, który przechodzi każdy nowo przyjęty.
Oczywiście dyscyplina obowiązuje wszystkich, bez tego jednak fabryka nie
osiągnęłaby tego sukcesu, którym może obecnie się pochwalić. Podania o pracę
przyjmuje dział kadr w Toyocie oraz Powiatowy urząd pracy.

Basia Szeligowska
2004-06-03 14:17:21



Jeszcze jedna ciekawostka
Jak podaje Ministerstwo Rozwoju Regionalnego w Wałbrzychu OBECNIE Powiatowy
Urząd Pracy realizuje programy za 6 100 000 złotych. Ktoś coś słyszał,
widział, jakiś plakat, jakąś wzmiankę w internecie? Jest tu jakiś krewny
królika?



Fachowcy wyjeżdżają
Fachowcy wyjeżdżają


Duże firmy budowlane poszukują we Wrocławiu fachowców: cieśli, tynkarzy,
posadzkarzy, murarzy.


- Szukamy ludzi z doświadczeniem, dysponujących certyfikatami. Potrzebne są
całe brygady do wykonywania zleceń jako podwykonawcy robót wykończeniowych -
mówi Anna Klimaszewska z Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa
Przemysłowego Wrobis SA. Trudno oszacować liczbę poszukiwanych fachowców. -
To zależy od wielkości zleceń. W większości wypadków nie zatrudniamy tych
ludzi na etat, ponieważ mamy dla nich pracę, gdy jest taka potrzeba - mówi.
Dodaje jednak, że firma chcąc zatrzymać fachowców, zatrudnia ich też na etat.
Mimo to przedsiębiorstwo szuka ludzi także poza Dolnym Śląskiem. - Jest głód
dobrych pracowników na rynku, mimo bezrobocia - dodaje Klimaszewska. Głównym
powodem braków są liczne wyjazdy do krajów zachodnioeuropejskich, gdzie
robotnicy budowlani zarabiają znacznie lepiej niż w Polsce.

Brakuje fachowców także w innych zawodach: specjalistów w zakresie usług
finansowych, informatyków, fryzjerów, kierowców z uprawnieniami do transportu
międzynarodowego. - Mimo bezrobocia, które na Dolnym Śląsku wynosi ok. 20
procent, nie ma ludzi z tymi kwalifikacjami - mówi Marzena Horbaczewska z
Powiatowego Urzędu Pracy we Wrocławiu. Przyznaje, że duże firmy, szukając
pracowników, nie zawsze zgłaszają swoje potrzeby do PUP. - Jeśli chodzi o
specjalistów, np. informatyków, to łowią ich bezpośrednio na uczelniach.
Fachowców z doświadczeniem "wyłuskują" z innych firm. Brak informacji o
profilu zawodowym poszukiwanych pracowników powoduje, że urząd pracy nie
zawsze wie, w jakim kierunku szkolić bezrobotnych - mówi Horbaczewska.

Volvo Polska, inwestując we Wrocławiu w swój sektor usługowy - Volvo Usługi
Informatyczne i Volvo Business Services - zapowiedziało zatrudnienie ok. 800
osób: specjalistów informatyków, programistów i księgowych. W czasie
ostatniego roku firma zatrudniła 400 nowych pracowników. - Poziom rekrutacji
uzależniony jest od wielkości i ilości prowadzonych projektów oraz od
sytuacji na rynku. Od programistów, księgowych i inżynierów oczekujemy
doświadczenia i dobrej znajomości języka angielskiego - mówi Joanna
Waszkiewicz z Volvo Polska.

Rekrutację stale prowadzi Toyota do fabryk silników w Jelczu-Laskowicach pod
Wrocławiem i do fabryk w Wałbrzychu. Tylko w Jelczu do lutego firma chce
przyjąć 585 osób. Wymagania to dobry stan zdrowia, wykształcenie co najmniej
zawodowe i uregulowany stosunek do służby wojskowej. Kandydaci przechodzą
testy psychologiczne, badające m.in. ich przydatność do pracy w grupie i
zdolności manualne. - Nie wymagamy specjalnych umiejętności technicznych. Po
zakwalifikowaniu się kandydaci przechodzą 6-miesięczne przeszkolenie. Mamy w
fabryce krawców i piekarzy - mówi Grzegorz Górski, rzecznik firmy. Przyznaje,
że także wiek nie jest barierą. - Przyjmujemy też ludzi ponad 40-letnich.
Starszych rzadko, bo nie radzą sobie z testami - dodaje.

Nabór pracowników, przede wszystkim do działów produkcji, prowadzą firmy
branży AGD, które rozpoczęły lub przygotowują nowe inwestycje. We Wrocławiu
Whirlpool i Wrozamet (należący do Fagor Electrodomesticos i MCC), w Oławie
Electrolux oraz LG w Kobierzycach, który zapowiedział obok budowy wytwórni
ekranów ciekłokrystalicznych budowę fabryki sprzętu AGD. Liczne miejsca pracy
oferują też zakłady powstające w podstrefach Specjalnej Strefy Ekonomicznej
Małej Przedsiębiorczości w Kamiennej Górze i Specjalnej Strefie Ekonomicznej
w Wałbrzychu.

Rafał Bubnicki
dzisiejsza "RZECZPOSPOLITA"



jedno miasto – jeden gospodarz
Miasta piszą do premiera
2008-11-04

Bełchatów, Będzin, Ełk, Głogów, Gniezno, Inowrocław, Kędzierzyn –
Koźle, Legionowo, Lubin, Mielec, Ostrowiec Świętokrzyski, Ostrów
Wielkopolski, Pabianice, Pruszków, Racibórz, Stalowa Wola,
Starachowice, Stargard Szczeciński, Świdnica, Tczew, Tomaszów
Mazowiecki, Wałbrzych, Zawiercie, Zgierz - TO TEŻ POLSKA!

Nie chcemy być członkami żadnych wspólnot powiatowych! Niech zacznie
obowiązywać u nas zasada: „jedno miasto – jeden gospodarz” – do
Premiera Donalda Tuska apelują prezydenci miast liczących powyżej 50
tys. mieszkańców. Oto list do szefa rządu podpisany przez
prezydenta Inowrocławia, Ryszarda Brejzę:

Szanowny Panie Premierze!

Duże miasta będą miały metropolie, gminy wiejskie fundusz sołecki, a
nam kilkudziesięciotysięcznym miastom prezydenckim pozostają same
problemy tylko dlatego, że przeciwko nam są powiaty zrzeszone w
Związku Powiatów Polskich.

Od 10 lat zabiera się nam, miastom powyżej 50 tys. mieszkańców,
kompetencje i przekazuje je do powiatów jednocześnie zapowiadając,
że są one jeszcze za słabe i trzeba je dalej wzmacniać. Próbuje się
nam wbić do głów hasła o powiatowych wspólnotach, wymyślone w
gabinetach oddalonych od naszych miast.

A przecież mieszkańcy po to wybierają prezydentów oraz radnych rad
miejskich, aby ci wypełniali wszystkie zadania publiczne istotne dla
nich i możliwe do zrealizowania.

Panie Premierze!

Tak jak w ministerstwach nie może być dwóch szefów stojących na
czele dwóch administracji podległych różnym ośrodkom władzy, tak
również w naszych miastach zadania publiczne dotyczące naszych
mieszkańców powinny być realizowane przez władze miejskie.

Proszę wybaczyć, że opisuję te oczywiste zasady, ale nasza sytuacja
zmusza nas do coraz bardziej zdecydowanych działań. Zwracamy się do
Pana Premiera z apelem o udzielenie pomocy nie tyle nam -
reprezentantom władzy samorządowej, ale ponad 2 mln mieszkańców
naszych miast.

Nadajcie naszym miastom taki sam status, jaki mają inne miasta
prezydenckie! Nie chcemy być członkami żadnych wspólnot powiatowych!
Oddajcie nam zabraną 10 lat temu szansę na zapewnienie równych z
innymi miastami warunków do rozwoju.

Art. 164 ust. 1 Konstytucji RP stanowi, że (cyt.:) „Podstawową
jednostką samorządu terytorialnego jest gmina (…)”, nie zaś powiat.
Program wyborczy Platformy Obywatelskiej z 2007 r. zapowiadał
nadanie naszym miastom praw powiatowych.

10 lat temu miasta, na czele których stoi prezydent, podzielone
zostały na dwie kategorie: na miasta o kompetencji powiatu, gdzie
prezydent pełni funkcję starosty, a rada miasta - rady powiatu, oraz
na miasta, które włączono do powiatu ziemskiego.

Przesłanką decydującą o zaliczeniu miasta do określonej grupy nie
była jego wielkość. W konsekwencji tego, dziś są miasta nieco ponad
czterdziestotysięczne, które nie wchodzą w skład powiatu, i miasta
ponad siedemdziesięciotysięczne, które są częścią powiatu
ziemskiego.

Naszym nieszczęściem jest to, że zaliczono nas do tej drugiej grupy.
Dla mieszkańców naszych miast, powiat w praktyce jest nie tylko
zbędny, lecz stanowi wręcz przeszkodę w rozwoju naszych małych
ojczyzn.

Przykładów jest mnóstwo, oto niektóre z ich:
- ulice zarządzane są przez czterech zarządców, a ruch na ulicach -
przez trzech, przystanki autobusowe są własnością powiatu, wiaty
przystankowe – miasta, każdy zarządca określa sam stawki opłat za
zajęcie pasa drogowego, miejsca parkingowe itp.,
- mamy ograniczony wpływ na inwestycje, bo sprawy związane z
budownictwem (pozwolenie na budowę, zgłoszenie) realizuje starosta,
- nie wolno nam wydawać dowodów rejestracyjnych pojazdów (chociaż
przed powstaniem powiatów realizowaliśmy to zadanie!),
- nie możemy skutecznie przeciwdziałać bezrobociu, bo Powiatowy
Urząd Pracy podlega staroście,
- szkoły podstawowe i gimnazjalne podlegają nam, ale szkoły
ponadgimnazjalne już starostom,
- miasto podejmuje uchwały o zmianie nazwy ulicy, ale zwolnienie z
opłaty np. za wydanie prawa jazdy z tego powodu może udzielić rada
powiatu,
- mamy w końcu mniejsze możliwości w wykorzystaniu środków unijnych
niż inne miasta prezydenckie.

Polskie miasta rozwijają się dziś według dwóch prędkości – szybciej -
te, wydzielone z powiatów ziemskich, w których prezydent jest
jednocześnie starostą, a wolniej te, które mają kilku gospodarzy…

Mieszkańcy miast mogli wcześniej wiele sygnalizowanych wyżej spraw
załatwić w jednym urzędzie. Obecnie zmuszeni są realizować je w
różnych urzędach, przy czym – nim skierują sprawę do właściwego
organu – trafiają najczęściej do urzędu miasta w przeświadczeniu, że
to jest właściwy adres. Sytuacja ta budzi duże niezadowolenie
naszych mieszkańców i stąd częste interwencje kierowane pod naszym
adresem.

Panie Premierze!

Mówi się nam, że możemy przejąć część zadań od powiatów, ale bez
środków finansowych lub na warunkach określonych przez te jednostki.
Tak być nie może!

Postulowane nadanie miastom prezydenckim statusu miast-powiatów
oczekiwane jest przede wszystkim przez mieszkańców naszych miast.
Posiadanie tego statusu usprawni zarządzanie miastem, pozwoli na
realizowanie wszystkich wniosków i żądań bez konieczności odsyłania
mieszkańców do innych instytucji oraz spowoduje oszczędności
finansowe w związku ze zmniejszeniem liczby radnych powiatowych.

Obecnie obowiązujący w miastach prezydenckich system władzy jest
niezrozumiały dla naszych mieszkańców, drogi, konfliktogenny i wręcz
szkodliwy, stanowiąc barierę dla rozwoju gospodarczego! Prosimy o
pomoc.

Ryszard Brejza
Prezydent Miasta Inowrocławia