Sklep Wędkarski Bielsko-Biała


U stóp dresiarza

Postaram się przedstawić parę propozycji u sąsiadów , aby nie trza było latać samolotem

Czechy

Będę Sie starał się opisać najlepsze Jeziora pstrągowe

Rzeczywiście Skaliczka jest świetnym łowiskiem pstrągowym , położonym obok miasta Hranice (droga na Żylinę , obok starego wapiennika ,obecnie motel i restauracja, w prawo przez most na rzece Becva i lewo za mostem , następnie znów w lewo i po przejechaniu około 3km w prawo obok krzyża przy drodze , jedziemy jakiś kilometr i już widać zbiornik Skaliczka około 6ha) .

Nie potrzebny nam żaden rybarsky listok pan Radek Svacina jest dzierżawcą tego łowiska , ceny 250Kc z możliwością zabrania 2 pstrągów do 45 cm , lub 150 kć no kill , łowimy z brzegu , regulamin jest na stronie którą posłał Paweł Zając .
Bardzo ładny i godny polecenia jest również zbiornik JESTRABICE jest to podobna zapora do Skaliczki tylko większa , a co zatem idzie poławiane ryby są większe (największy teczak tam złowiony miał około 9kg ) co mięliśmy Sie okazję przekonać ze zmarłym św. pamięci Antosiem Tonderą łowiąc tam w 2004 r . Również licencję kupimy na miejscu
KVETENOV to zbiornik na południu Czech około 50 km od Czeskich Budejovic , opisywany przez Mikołaja Hasse na flyfishing.pl, gdzie wspólnie łowiliśmy w 2004 , oczywiście jest to woda Związkowa i tam będzie mam potrzebny llistok i povolenka ( kupimy ją w sklepie wędkarskim w Czeskich Budejovicach obok rynku ) w pobliżu mamy wyrównawkę Lipno http://www.Crscb.cz/main.php?p=cnxx&pu=x&pm=reviry&psm=rev_prispevky&pdata=k_vlt_29#0
no ale tam bez łodki sobie nie poradzimy , nie bedzie żadnego problemu z wynajęciem łodzi warto spróbować , jedno z najlepszych czeskich jezior
Czesi takich zbiorników jak Skaliczka lub Policzka mają około 100 i tam bez przeszkód żyją karpie , pstrągi , szczupaki , potrafili również w centrum Pragi na Weltavie obok Zamku na Hradczanach zrobić wielkie muszkarskie show - www.orviscup.cz , pytam Sie gdzie my jesteśmy ?

Słowacja

Zacznę od perły jaką mają Słowacy, mianowicie wyrównawkę Besenową na Vahu , jest to zbiornik położony pomiędzy Rużemborokiem a Liptovskim Mikulaszem , wcale nie ustępujący pogłowiem ryb od słynnych angielskich i szkockich jezior , łowimy na razie tylko z brzegu ( ma się to zmienić w przyszłym roku ) będziemy potrzebowali rybarski listok na Słowację i dzienna licencję w wysokości 1000ks ,kupimy ją na rynku w Lipovskim Mikulaszu , sklep wędkarski , możemy liczyć na pstrąga potokowego i tęczowego , mój największy potok miał około 5kg i został złowiony na pakomara , jest to łowisko no kill , mankament taki sam jak u nas na Myczkowcach , częste wahania stanu wody Foto tego reviru można zobaczyć na stronie Marka Jareckiego (www.kogutomania .pl)
Kralovany to również zbiornik na Vahu koło Martina z tym że występuje tam spora ilość lipienia i nie jest to łowisko no kill , ale godne polecenia , można łowić z łódki lub belly boata .
Złatna to zbiornik taki jak Skaliczka położony w okolicach Keżmaroka , głównie pstrąg tęczowy i potok , woda związkowa opłaty jw. , i tak samo jak Czesi , Słowacy również mają mnóstwo takich małych pstrągowych jezior o czym mogą Sie przekonać chłopaki z Sromowiec (muszą jeździć na drugą stronę Dunajca a u siebie mają złotą kurę , tylko nie wykorzystaną )
Słowacy mają jeszcze jedną perłę ale obiecałem i dotrzymam tajemnicy .

Myślę że u nas w okręgu Bielsko-Biała powstanie w końcu łowisko na miarę naszych oczekiwań , i PZW pokaże w końcu spółce MMiA że wybór użytkownika rybackiego był słuszny i nie będzie konieczne wysyłanie reprezentantów aby się uczyli łowić ryby na Rutlandzie !!!
Co do sprzętu, to łowimy z kolegami z klubu ,głównie na kije 3 metrowe AFTM 5, lub 6, sznury WF przeciążone o dwa lub trzy stopnie , orginalne z głowicą intermedium lub pływające , gdyby ktoś potrzebował więcej informacji chętnie służę pomocą lub koledzy z Czech , ale myslę że nowa edycja Beskidzkiej Ligi Muchowej pozwoli pokonać bariery jezykowe , a medaliści MMŚ i MME chętnie podzielą się tajnikami wędkarstwa Jeziorowego

pozdraviam Andrzej Zawada



Szanowny Wacławie, w Twoich słowach jest sporo racji.
Dlatego wróciłem pamięcią do czasów, gdy postawiłem swoje pierwsze kroki
w wędkarstwie muchowym.
W tym czasie nie znałem żadnego muszkarza w mojej okolicy, dlatego gdy postanowiłem nauczy się tej metody kupiłem pierwsze wydanie Józka Jeleńskiego, traktujące w stopniu podstawowym o wędkarstwie muchowym.
Zakupiłem czeską muchówkę Sona, jakiś czeski kręciołek i lekko tonący czeski kabel.
Podjechałem nad Skawę letnim popołudniem, posługując się ilustracjami zmontowałem zestaw i wykonałem pierwsze rzuty.
Złowiłem na płani sporo jelcy co mnie bardzo zbudowało, a wieczorkiem kilka niewymiarowych potokowców.

Taki był początek.

Następne dni codziennie poprawiałem technikę i wystartowałem pierwszy raz w zawodach Koła, gdzie uklejami wywalczyłem jakieś miejsce na pudle.
Przy okazji poznałem śp. Mietka Kruszeckiego, z którym szybko sie zaprzyjaźniliśmy.
Obaj kochaliśmy łowienie ryb, dobre piwko i wypady na Dunajec.

Reasumując nie jestem produktem przykładnego szkolenia od juniora, a raczej samoukiem, który razem ze wspomnianym Mietkiem zaczął budowac sport muchowy
i spławikowy (to już bez Mietka).
Prawie jak znalazł obaj synowie Kruszeckiego - Marek i Romek na przemian powoływani do Armii Ludowej załapali się na wielodniowe wyjazdy na San i Dunajec, tym samym powstała grupa do której dołączyli: Marek Polaniak, Jarek Dobek, Heniek Adamczyk, Franek Byrski, Marek Domadziarski.
Grupa podczas wyjazdów wiecznie wewnątrz rywalizowała - postęp w wędkowaniu był błyskawiczny.
Narodziła się potęga, która mogła na korzyśc rozstrzygnąc bez mała każde zawody GP.

W międzyczasie byłem wiceprezesem d/s młodzieży i organizowałem nad Dunajcem tygodniowe obozy z zajęciami w spławiku i musze.
Powstała tym sposobem bardzo mocna ekipa juniorów, która demolowała corocznie rankingi spławikowe okręgu - w musze takich nie było.

Czego tamtym chłopakom brakło by zapanowac na polskim rynku?

Brakło samozaparcia i charakteru wojownika.

Doszli do wniosku, że nie mają szans i odpuścili.

Tych cech brakuje wielu polskim sportowcom, szczególnie jest to widoczne u piłkarzy.
Tylu utalentowanych chłopaków na widok pierwszej kasy dostaje małpiego rozumu, uznaje że jest mu dobrze i nie ma co się mordowac bo dalszy rozwój to ciężka praca.

Podobnie jest z naszą młodzieżą.
Nie ma tych chłopaków za dużo, ale też nie było ich kiedyś więcej.
U nas w Kole jest ich kilku, chodzą do Marka Kruszeckiego, chodzą do mnie do sklepu, pytają, uczą się, kupili imadełka - coś kręcą.
Na razie wszystko OK.
Ważniejsze co nastąpi, gdy pójdą na studia czy do pracy, będą chcieli założyc swoje rodziny - co wówczas zadzieje się w ich głowach.

Popieram wszelkie inicjatywy mające na celu pokazanie młodzieży uroków tego sportu, czyli wszelkiego typu szkolenia, spotkania, pokazy.
Nie ma jednak żadnej siły i żadnego działania, które sprawi młodziana tak twrdego mentalnie, ze urośnie nam na mistrza na chwałę naszego Okręgu.

W przysłowiowym już dostrzeganiu przez skarbnia hierarchii ważności, a tak naprawdę w dojrzałości i profesjonaliźmie naszych władz sportowych upatruję ważnej przyczyny do powrotu do dawnej świetności.
Co zdopinguje Koła oraz samych zawodników do inwestowania we własny rozwój czy też rozwój swoich Koła zawodników, gdy na szczeblu Okręgu nie ma pełnej organizacji finansowej dalszego rozwoju na szczeblu krajowym.

Jeżeli ja będąc reprezentantem Polski z Okręgu Bielsko-Biała płacę 60% swoich kosztów startu w GP Polski to co mają powiedziec inni.

Czy po zakończeniu, bo pewnie to kiedyś nastąpi, będzie na tyle korzystna atmosfera by wykorzystując swoje doświadczenie i wiedzę szkolic następców?
Nie mamy w Polsce żadnych uregulowań, żadnych funduszy, przecież wyłącznie trener Kadry Narodowej oraz niektórzy trenerzy Kadr Okręgowych mają pokrywane koszty dojazdu i pobytu podczas zajęc szkoleniowych.

ZG wydzielił w jednej z ostatnich swoich Uchwał fundusz młodzieżowy, ale kto wie jak on zostanie wydany, jeżeli nie będzie do tego rygorystycznej instrukcji finansowej.

Nie łudźmy się - bez kasy i systemu działania nie będzie postępu, podobnie jak w PZPN, jezeli "zeżra" wszystko na administrację to na główny swój cel poza zagospodarowaniem
i ochroną wód, które są dla naszej dyscypliny stadionami to obarczeni wiekszością kosztów zawodnicy stracą w pewnym momencie kariery zapał i sport wędkarski powoli zacznie umierac.
Umrze tam gdzie działacze na czas nie dostrzegną zagrożenia, by rozwijac się dla chwały w takich Okręgach jak Krosno, Nowy Sącz, Kraków, czyli tam gdzie w ZO i OKS spotkali się ludzie wiedzący o czym mówią.

Serdecznie pozdrawiam.

Staszek Guzdek